wtorek, 25 czerwca 2013

II

Mały owalny przedmiot rozpoczął swą wędrówkę po powierzchni ławki i nim jeszcze zdążył przekroczyć jej granicę został nakryty moją dłonią. Zacisnąłem palce na miękkiej powierzchni gumki do mazania i nie zastanawiając się zbyt długo włożyłem ją do piórnika siedzącej obok Emi. Uśmiechnęła się. 
-Uważaj- rzuciłem krótko, na co ona zareagowała teatralnym oburzeniem. 
Chwila ciszy, szturchnięcie, melodyjny dziewczęcy śmiech, który jednak zgubił swój podźwięk w dobiegającym zewsząd hałasie tworzonym przez krnąbrną klasę. 
Piętnaście minut po dzwonku. Nie przypominam sobie by pan Hudges- nasz nauczyciel od geografii kiedykolwiek spóźnił się na lekcję więcej niż pięć obrotów dłuższej ze wskazówek zegara. 
W przeciwieństwie do wszystkich tu zgromadzonych drażnił mnie taki stan rzeczy. 
Chaos. Urywki rozmów, papierki wirujące gdzieś w powietrzu, śmiechy, popisy i przekleństwa. Zbyt wiele bodźców. 
Złożyłem głowę na rękach i przymknąłem oczy, tym samym dając im odpocząć od trapiącego obrazu rzeczywistości. 
Zbawienne myśli zaczęły napływać do mojej zmęczonej głowy. Dźwięki otaczającego mnie świata z wolna cichły, oddalały się, a wkrótce całkiem tonęły i gubiły się w strumieniach podświadomości. 
Strumienie. Rzeka. Jezioro. Morze. Woda. Wybrałbym się na plażę. Nie ma czasu. Nigdy nie ma czasu. A może.. 
Łup! Otwarta dłoń Emi płasko uderzyła w moje plecy. Zabolało. Przysięgam, że kiedyś zrobię jej krzywdę. Powiedzieć, że nasza Emi jest nieokrzesana to zdecydowanie za mało. 
- Matt, Matt, Matt, Matheo! Nie śpij! Ważne rzeczy się tu dzieją- głos dziewczyny przybierał formę pisku, a jej ręce przebierały w powietrzu, zupełnie jakby chciała odgonić od siebie chmarę komarów, much, albo jeszcze innych robaczków. 
-Jasne..- Nie wiem czy wyczuła nutę ironii pobrzmiewającą w mojej jakże lakonicznej odpowiedzi. 
Zresztą nieważne. Skierowałem wzrok w stronę tablicy i w jednym momencie zaczęły do mnie docierać wszystkie elementy składające się na otoczenie. 
Nikt już nie wrzeszczał, nikt nie rozmawiał. Wszyscy zajmowali swoje miejsca w ławkach i jedynie ciche szmery przechodziły falami poprzez przestrzeń pomieszczenia. 
Pan Hudges z ustami wykrzywionymi w nienaturalnym uśmiechu, stał oparty tyłem o swoje biurko. Lecz nie to wywołało w klasie ogólne poruszenie. Przyczyną całego zamieszania był wysoki rudzielec, stojący tuż obok nauczyciela. 
-Drodzy moi- nosowy głos starszego mężczyzny zawibrował w powietrzu- chciałbym przedstawić wam, waszego nowego kolegę Theodora. Od dziś Theodor będzie uczęszczał z wami do klasy. Mam nadzieję, że przyjmiecie go ciepło. 
No tak.. Bezwiednie, właściwie można by rzec automatycznie zacząłem przyglądać się chłopcu sterczącemu na tle tablicy. 
Ogniste, niemal czerwone włosy lekko zachodziły na jego czoło i policzki. Spojrzenie zielonych tęczówek bez skrępowania badało twarze znajdujących się w klasie uczniów. Cera delikatnie opalona, gładka. Nos prosty, zgrabny, lekko zadarty do góry. Usta przyozdobione niemal niezauważalnym uśmiechem. Rysy twarzy subtelne, szlachetne. Sylwetka zarysowana łagodnymi liniami, atletyczna. 
Był ode mnie wyższy. Może o głowę, może o pół, ale na pewno. 
Co do jego garderoby.. Z pogardą studiowałem poszczególne części niechlujnego ubioru. 
Cienka skórzana kurtka spoczywała na smukłych ramionach, a spod niej widniała nieco wyblakła koszulka z nadrukowanym napisem "fuck the system". Nogawki prostych, wąskich spodni, poprzecieranych na kolanach i udach wchodziły w wyraźnie zużyte, do połowy rozsznurowane glany. 
Dziwny styl. Podparłem głowę na łokciu nie mogąc nadziwić się temu jak ludzie potrafią być od siebie różni. Jedni od najmłodszych lat wdziewają rzekomo wygodne dresy, inni spędzają pół życia pod krawatem, a jeszcze inni na przykładzie naszego nowego towarzysza ubierają się w sposób tak daleko odstający od jakichkolwiek norm, że aż wręcz nieokreślony- przynajmniej dla mnie. 
Tup, tup. Odgłos zbliżających się kroków wyrwał mnie z zadumy. Dźwięk odsuwanego krzesła i Nowy zajął miejsce w ławce przede mną. 
Emi bez najmniejszej zwłoki wychyliła się do przodu, po przekątnej naszego blatu i szczerząc swoje równe, białe ząbki wyciągnęła rękę w jego kierunku: 
-Cześć, jestem Emi. Miło mi Cię poznać. 
-Theodor. Ale mów mi Theo- rudzielec odwzajemnił uśmiech, po czym ujął dłoń dziewczyny w delikatnym uścisku. 
Całe to zdarzenie obserwowałem jakby nieobecny. 
Zazdrość. Nie wydaje mi się bym był zazdrosny o Emi. Emi to tylko Emi. Nadpobudliwa, roztrzepana dziewczynka, mająca na moim punkcie nie dającą się wytłumaczyć obsesję. Właśnie. Obsesja. Może nie jestem zazdrosny o samą osobę Emi, a tylko o względy jakimi mnie darzy? Tak, chyba tak. 
Najwyraźniej poczułem się poirytowany faktem, że moja droga przyjaciółka może podchodzić do kogoś równie entuzjastycznie co do mnie. 
Wiem, egoista ze mnie. 
Już po raz kolejny dzisiejszego dnia spojrzałem na nowego członka naszej klasy, której skład nawiasem mówiąc cały czas ulegał jakimś zmianom. 
-Theo.- dłoń chłopaka wylądowała tuż przed moim nosem- Cieszę się, że mogę Cię poznać- kąciki jego ust drgnęły ku górze ukazując przyjazny uśmiech. 
-Matt- odparłem beznamiętnie. 
Uścisk dłoni i znajomość została przypieczętowana. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz