wtorek, 25 czerwca 2013

IV

Przekręciłem się na drugi bok czując jak wraca mi przytomność. Próba otworzenia powiek. Cholera. Moja głowa. Pulsujący ból w skroniach, promieniujący do oczodołów, do żuchwy, do uszu. Niewyobrażalna suchość w gardle. Włosy pozlepiane substancją nieznanego pochodzenia. 
Podniosłem głowę i na wpółświadomie rozejrzałem się po pomieszczeniu. Seledynowe zasłony, sprawiały, że w małym pokoju panował przytłaczający półmrok, w którym jednak można było dostrzec kilka pustych puszek po piwie zawalających biurko i skończoną flaszkę ohydnej, ruskiej wódki pod nim. 
Na samo wspomnienie smaku tego ognistego trunku w gardle, moje treści żołądkowe, których nawiasem mówiąc nie było już zbyt wiele, podskoczyły jak na komendę. 
To się narobiło- pomyślałem, kiedy dotarło do mnie, że wciąż jestem u Emi, dręczony kacem po libacji alkoholowej, jaka spontanicznie zrodziła się ubiegłego wieczoru, brudny i nieprzebrany. 
Na łóżku obok mnie leżał Rudy z twarzą obróconą w moją stronę i lekko uchylonymi ustami, z których kącika sączyła się niewielka strużka śliny nawilżająca poduszkę. Coś obrzydliwego. Skrzywiłem się zniesmaczony. Jedną rękę, dziwnie zgiętą trzymał sobie pod koszulką, w drugiej natomiast ściskał niemal pustą paczkę papierosów. Nie wiedziałem, że pali, więc ogarnęło mnie lekkie zdziwienie. Osobiście nigdy nie czułem pociągu do wyrobów tytoniowych. Wręcz przeciwnie, sam ich zapach doprowadzał mnie do mdłości. 
-Theo-w miarę ostrożnie chwyciłem go za ramię i z zaskoczeniem zauważyłem, że mam bardzo zachrypnięty głos-Theo, obudź się. 
Jakiś niewyraźny bełkot dobył się spomiędzy jego warg. Ciało zadrżało, lecz powieki pozostały zamknięte. 
Rękę, którą jeszcze przed chwilą krył pod materiałem koszulki, teraz przerzucił mi przez kark, tym samym zmuszając mnie do tego, bym się przysunął. Jego ramię było silne, mięśnie choć nienapompowane to twarde i zbite. Uświadomiłem sobie, jak bardzo jestem słaby, nie mogąc wyrwać się z niekontrolowanego uścisku nieprzytomnego rówieśnika. Stęk i kolejna nieudolna próba odepchnięcia się. 
Czołem dotykałem czoła Rudego i nie mogę powiedzieć, bym czuł się z tym dobrze. 
-Śpij mały- wyszeptał z takim wysiłkiem, jakby to miały być ostatnie słowa w jego prawie dziewiętnastoletnim życiu, po czym przyciągnął mnie jeszcze bliżej. Usłyszałem jak głośno wciąga powietrze. 
Tego było już zbyt wiele. Zebrałem się w sobie. Zapomniałem o bólu w głowie i uciążliwej suchości podniebienia. Spiąłem wszystkie mięśnie (choć raczej nie mam ich zbyt wiele) 
-Rudy, kurwa! - Powiedziałem dość głośno. Na tyle głośno, by w ciszy wydało się to krzykiem. 
Chłopak szarpnął się ze swojego miejsca i spojrzał na mnie wielkimi, nabiegłymi krwią oczami: 
-Co.. Co jest? - no proszę, nie tylko ja tu byłem zachrypnięty. 
Po chwili chyba uświadomił sobie, że jego przedramię wciąż spoczywa gdzieś na moich plecach i zabrał je gwałtownie. Zażenowanie bardzo wyraźnie wymalowało czerwienią jego policzki. 
Nastała niezręczna chwila ciszy. W milczeniu przyglądałem się jego skrępowanemu wyrazowi twarzy i sam czułem, że ciepło uderza w moją. 
-Stary, bo ja..-Zaczął niepewnie, lecz nie potrafił skończyć. 
-Spałeś, zaczepiałem Cię, chciałeś mnie uciszyć. Nic się nie stało. Głupi, dwuznaczny przypadek-dopowiedziałem za niego, na pozór beznamiętnie wzruszając ramionami. Na prawdę nie potrafiłem zachować kontroli nad własnym ciałem. Trzęsłem się wewnątrz i na zewnątrz. Myśli galopowały po mojej głowie, niczym stado krnąbrnych gazeli. 
-Tak, przypadek- odpowiedział natychmiast, jednak wyczułem w jego tonie jakąś nutę wahania, melancholii. 

Nagle klamka zapadła, a zza uchylonych drzwi wyłoniła się równie zmarnowana jak i my Emi. 
Miała na sobie różowy szlafrok, a pod nim widniała żółta pidżamka w kurczaczki. 
Może gdybym nie był taki skonsternowany, zaczął bym się śmiać. 
-I jak? Wyspali się?- rzuciła obojętnie przysiadając na skraju łóżka. 
-Tak samo jak i Ty- zripostował Rudy, wymuszając uśmiech. Opanował się błyskawicznie i nic nie wskazywało już na to, by był jakiś spięty. 
-No wiecie gołąbeczki. Ja nie wiem, co się tu jeszcze działo, jak ja poszłam spać - Zachichotała, z miną detektywa Rutkowskiego. 
-Jak to co się działo?! Jak to jeszcze?! Jakie gołąbeczki?!- Oddech przyspieszył, serce też. To musi być jakiś głupi żart. Nieporozumienie- Wyjaśnij mi natychmiast, o co Ci chodzi! 
Moi towarzysze wymienili się pytającymi spojrzeniami, lecz nikt się nie odezwał. 
-Języki wam odjęło?! 
-Matt.. Ty nic nie pamiętasz, prawda?- głos Emi przycichł, a atmosfera stała się jeszcze cięższa niż chwilę temu..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz